Czarne współcześni autorzy romans

Walka o wolność – 10 opowiadań z czasów rozbiorów to czwarta książka z serii „Zdarzyło się w Polsce”. W pięciu tomach współcześni autorzy książek dla dzieci i młodzieży, pasjonaci historii, ukazali węzłowe punkty polskich dziejów widziane oczami zwyczajnych ludzi: mieszkańców miast, dworów i wsi – naszych przodków. Wymienieni autorzy jak zajrzałem to fantastyka a ta mnie nie kręci. Poza Lemem, którego kiedyś czytałem. Nie trawię też fantasy, jakoś Sapkowski nie podchodzi mi. Wolę współczesny real. Jeszcze o Eustachym Rylskim zapomniałem. Niestety powtarza się, niby nowa książka a opowiadania w większości stare. W książce przedstawiona jest współczesna kondycja szamanizmu i sytuacja jego przedstawicieli w położonej na południu Syberii, przy granicy z Mongolią, Republice Buriacji. Podjęte zostały w niej próby odpowiedzi na pytania: kim są współcześni szamani i jak Ebook - Współcześni kochankowie - Emma Straub. Zobacz w księgarni internetowej Publio.pl. Pobierz 'Współcześni kochankowie' w formacie epub, mobi. Sprawdź też inne ebooki. Kupuj leganie, nie chomikuj. Romans Rozwój osobisty Sport i wypoczynek Turystyka, podróże Zdrowie, rodzina, związki Obcojęzyczne Teen, Young Adult Crime, Thrillers, Horror Romance Children's Books Motivation, Leadership Popularni autorzy Stephen King Remigiusz Mróz Olga Tokarczuk Harlan Coben J.R.R. Tolkien Andrzej Sapkowski J.K. Rowling Katarzyna Puzyńska Polecane TOP Serwis dla miłośników książek. Opinie, recenzje książek i oceny czytelników, wirtualna biblioteczka i rekomendacje książek. Tysiące opinii, dobrych książek i nowości wydawniczych czeka na Ciebie! Oto zestaw 110 książek, których akcja toczy się – bardziej lub mniej – we Włoszech. Autorzy, jako tło swoich dzieł szczególnie upodobali sobie Wenecję, Rzym i Toskanię, ale znajdziemy tu dużo więcej wspaniałych miejsc. Mamy tu przekrój gatunków literackich, włoskich regionów, a opowieść dzieje się na przestrzeni wielu wieków. Wśród książek na kwiecień, każdy znajdzie coś dla siebie. Propozycje są rozmaite. Od mrocznych przyprawiających o dreszcze, przez mocną sensację po literaturę typowo kobiecą, a nawet tę opowiadającą o świecie przyrody. Na wiosnę zaczytać się można zatem na różne sposoby. Książki wydawnictwa Czarne - strona 18 - Aros - dyskont książkowy Towar z kategorii OUTLET. Tytuł może zawierać następujące uszkodzenia: - uszkodzoną, porysowaną, pogiętą okładkę, - zagięcia, zżółknięcia stron ...

Co czytają dzieci w szkole? Lektury obowiązkowe na świecie.

2016.12.12 19:13 ben13022 Co czytają dzieci w szkole? Lektury obowiązkowe na świecie.

Umrzemy pod Moskwą
Ciekawsze od tego, co się znalazło na liście lektur, którą program narzuca uczniom starszych klas 11-letniej rosyjskiej szkoły średniej, jest to, czego na niej nie ma.
A nie ma ani jednej lektury, poza zdawkowym wspomnieniem na jednej lekcji o twórczości prowokatora i fantasty Wiktora Pielewina (i to tej najwcześniejszej, z przełomu lat 80. i 90.), która miałaby związek ze współczesną ojczyzną uczniów – liczącą sobie już 25 lat Federacją Rosyjską.
Młodzi Rosjanie nie dowiadują się o istnieniu dokumentującej pogardę reżimu dla człowieka reporterki noblistki Swietłany Aleksijewicz, obdarzonej społecznym słuchem Ludmiły Ulickiej, brawurowego obrazoburcy Władimira Sorokina, prześmiewczego Dmitrija Bykowa, mistrza gorzkiej groteski Wiktora Jerofiejewa, błyskotliwego autora kryminałów z podtekstem Borysa Akunina czy szczerego nacbolszewika Zachara Prilepina, a więc pisarzy, którzy dla świata są dziś twarzami współczesnej literatury rosyjskiej. Wszyscy oni (poza Prilepinem) są zdecydowanymi krytykami Putina i jego porządków.
Jest gorzej niż za cara. Książki Lwa Tołstoja, choć wojował z Cerkwią i zadzierał z samodzierżawiem, na liście szkolnych lektur za życia pisarza były.
Dziś w szkole nie przerabia się niczego, co dotyczyłoby otaczającej dzieci rzeczywistości, mówiłoby o nękających je problemach. Może to jedna z przyczyn tego, że Rosja ma najwyższy w świecie współczynnik samobójstw wśród nieletnich. Najnowszą pozycją literatury zagranicznej jest 53-letni łobuziak „Emil ze Smalandii”.
Praktycznie cały kanon szkolnych lektur – było nie było – wielonarodowej i wielowyznaniowej Federacji Rosyjskiej koncentruje się na „ruskim mirze”, czyli świecie słowiańsko-prawosławnym. Tylko w szóstej klasie uczniowie przerabiają prastary kaukaski epos „Jak Badynoko zwyciężył jednookiego olbrzyma”, odległy o lata świetlne od problemów dzisiejszego muzułmańskiego Kaukazu. Nie trzeba by sięgać do „obcych”, różnorodność ich kraju pokazałby choćby „Hadżi Murat” Lwa Tołstoja – ale jego w szkole nie przerabiają, bo do podsuwanego przez telewizor obrazu dwóch ostatnich wojen czeczeńskich nie pasuje.
Na lekcjach literatury w islamskich Czeczenii i Tatarstanie czy buddyjskiej Kałmucji sporo za to się mówi o tradycjach prawosławnych. Uczniowie szóstej klasy w całym kraju uczą się „koladek”, odpowiedników naszych kolęd, czy przyśpiewek na „maślenicę”, prawosławnych ostatków.
Z drugiej strony listę lektur tworzą dzieła twórców XIX stulecia, kiedy Rosja wydawała jednego po drugim geniuszy, a wśród nich klasyków gorzkiej satyry, co na mocy paradoksu w części rekompensuje brak literatury współczesnej. Bo przecież kpiące z biurokracji, służalczości i arogancji władzy „Rewizor” czy „Martwe dusze” Mikołaja Gogola, „Mądremu biada” Aleksandra Gribojedowa, „Dzieje pewnego miasta” Michaiła Sałtykowa-Szczedrina znakomicie opisują mechanizmy regulujące życie i dzisiejszej Rosji.
Tyle że obok nich prócz Puszkina, „Wojny i pokoju” oraz „Zbrodni i kary” wciąż wraca Michaił Lermontow i jego płomienne „Borodino”, które każdy musi znać na pamięć. Prezydent również. Władimir Putin zimą 2012 roku w czasie wiecu wyborczego na moskiewskim stadionie Łużniki ze łzami w oczach bez zająknięcia recytował: – „Umrzemy pod Moskwą, jak nasi bracia umierali...”.
Do literatury poświęconej rewolucji i epoce ZSRR autorzy programu starali się podejść bezstronnie. Obfitą reprezentację mają faworyci władzy komunistycznej – Władimir Majakowski, Maksim Gorki, Aleksiej Tołstoj – ale uczniowie omawiają też „Przeklęte dni” Iwana Bunina, „Opowiadania kołymskie” Warłama Szałamowa, „Jeden dzień Iwana Denisowicza” Aleksandra Sołżenicyna. W programie był również „Archipelag GUŁag”, ale już go nie ma.
A co z drugą wojną światową? Zwana Wielką Ojczyźnianą, jest w Rosji podstawowym mitem państwowotwórczym. Czyta się o niej przede wszystkim to, co napisali radzieccy klasycy. A więc hartujące patriotyzm „Młodą Gwardię” Aleksandra Fadiejewa, „Opowieść o prawdziwym człowieku” Borysa Polewoja, „Los człowieka” Michaiła Szołochowa. Nauczyciel może włączyć do programu też „literaturę okopową” pisaną, jak to się mówi „z punktu widzenia młodych lejtnantów”, a więc przedstawiającą frontową prawdę znacznie okrutniejszą i mniej patetyczną, ale to nie jest obowiązkowe. A już taka książka jak słynna „Wojna nie ma nic z kobiety” Aleksijewicz wstępu na lekcje nie ma, bo rosyjska szkoła nie wychowuje dla pokoju.
Zupełnie fatalnie jest z literaturą zagraniczną. Oczywiście są William Szekspir, Cervantes, Molier („Chory z urojenia”, bo przecież nie „Świętoszek”), Daniel Defoe, Mark Twain, Arthur Conan Doyle, ale pisarze współcześni kończą na Astrid Lindgren.
Liberalni krytycy literaccy szczególnie ubolewają nad tym, że wśród autorów czytanych przez uczniów nie ma Ericha Marii Remarque’a. Ale o co im chodzi? To oczywiste, że pacyfista w kanonie się nie mieści.
Wacław Radziwinowicz, dziennikarz, reporter, przez wiele lat korespondent „Wyborczej” w Rosji. Rok temu władze cofnęły mu akredytację
Wicehrabia dobry i zły
O włoskich lekturach wiem tyle, ile dowiedziałem się z doświadczenia trzech córek, które uczyły się w Rzymie.
Ta, która chodziła do szkoły podstawowej, miała w lekturach m.in. „Odyseję”, „Iliadę” i „Pinokia”.
Epopeje Homera były elementem kształcenia kultury śródziemnomorskiej, które obejmowało również wiedzę o mitach i oglądanie Forum Romanum. „Pinokia”, historię o drewnianym pajacyku, który wyszedł na ludzi, czyta się na dwóch poziomach: jako lekcję fantazji, zabawy, jaką może być literatura, i jako powiastkę moralną, z której płynie nauka, że za złe uczynki zawsze płaci się słono. Z rozmów z nauczycielami wynikało, że lektura wpadek Pinokia pełni również funkcję terapeutyczną: dzieci dowiadują się, że nie tylko im przytrafia się błądzić. Że niedotrzymanie słowa czy wagary to błędy powszechne, z których w każdej chwili można się wycofać.
Literaturę jako miejsce fantazji i przygody pokazywano córkom na przykładzie Gianniego Rodariego i Itala Calvina. Rodari to włoski Brzechwa, tyle że jeszcze bardziej wszechstronny – autor zabaw językowych, powieści, opowiadań... Lekturą obowiązkową dla małej Julii była powieść „Planeta świątecznych choinek” – o chłopcu, który dostał się do kosmicznego statku i wylądował na planecie, na której Boże Narodzenie trwa cały rok.
Z dorobku Calvina (1923-85), mistrza oświeceniowej ironii, dziewczynki korzystały już w pierwszej klasie gimnazjum w postaci „Wicehrabiego przepołowionego” – opowieści o zakochanym arystokracie, który został przecięty podczas pojedynku i z jego dwóch części zrobiono dwóch ludzi: skrajnie dobrego i skrajnie złego. Z żadnym oczywiście wytrzymać nie sposób.
W liceum córki same wybierały lektury z określonego zestawu. Sąsiadowały w nim: „Stary człowiek i morze” Hemingwaya, „Gracz” Dostojewskiego, „Moby Dick” Melville’a, „Jeden dzień Iwana Denisowicza” Sołżenicyna; z literatury włoskiej: „Rodzina Malavogliów” Giovanniego Vergi (1840-1922), czyli historia rodziny sycylijskich chłopów, przekleństwa dziedzicznej biedy, „Piękne lato” Cesarego Pavesego (1908-50), opowiadanie o inicjacji erotycznej młodej robotnicy zagubionej w środowisku artystów, wybór wierszy Sergia Corazziniego (1886-1907), poety z grupy tzw. zmierzchowców, zapisującego uczucia i wrażenia w melodyjnej i lapidarnej formie. I kryminalno-obyczajowe „Imię róży” Umberta Eco na lekcjach filozofii jako pretekst do rozważań nad średniowieczem, teorią literatury, gatunkami literackimi i problemami ekranizacji.
Cały rok w liceum starsze córki poświęciły na komentowanie, strona po stronie, „Boskiej Komedii” Dantego i „Narzeczonych” Alessandra Mazoniego – książek dla Włochów absolutnie podstawowych, nieodzownych niczym dla nas „Pan Tadeusz”.
„Boska...” – przypominać chyba nie trzeba – to opowieść tercyną o wędrówce przez Piekło, Czyściec i Raj; galeria postaci, uczynków, kar i nagród faszerowana rozmową, wykładem, pouczeniem. „Narzeczeni” – wielka XIX-wieczna powieść historyczna rozgrywająca się w pierwszej połowie XVII wieku, z „przemianami bohatera romantycznego”, z postaciami świętych, łotrów, tchórzy i zwykłych ludzi, z genialnym obrazem epidemii.
Nauka literatury we włoskiej szkole to i lekcja świadomego wyboru. Nie zapomnę, co powiedziała nauczycielka najmłodszej córki w szkole podstawowej: „Przynieście wszyscy jakąś książkę, postawcie na tym regale, potem wybierzcie jakąś inną książkę, przeczytajcie i omówcie, jak chcecie”.
Jarosław Mikołajewski, poeta, pisarz, tłumacz; były dyrektor Instytutu Polskiego w Rzymie
Węgry od morza do morza
Faktem jest, że lista lektur obowiązkowych na Węgrzech pozostaje niesłychanie zachowawcza: mniej więcej od czterdziestu lat figurują na niej te same pozycje” – mówi mi znajomy gimnazjalny nauczyciel węgierskiego.
Na liście dominuje historia literatury: poza ostatnimi latami nauki nie uświadczy się tam żadnych współczesnych pisarzy, autorzy lektur obowiązkowych są z reguły martwi, i to zwykle od dawna – dominują pisarze z XIX i pierwszej połowy XX wieku. Obficie reprezentowany jest poeta narodowy Sándor Petöfi, jeden z najpopularniejszych patronów ulic w kraju. Takimi patronami jest zdecydowana większość autorów z listy (Arany, Jókai, Kosztolányi, Mikszáth, Móricz, Radnóti itd.).
W dużej mierze to klasycy literatury w rozumieniu Szymborskiej: „książki pisane dla dorosłych, które muszą czytać dzieci”. Całe szczęście w pierwszych latach w świat liter wprowadzają niezliczone ludowe bajki, podania, legendy, często opracowane przez znanych pisarzy i poetów.
Książki młodzieżowe to przede wszystkim dwie popularne powieści – pisane ku pokrzepieniu serc „Gwiazdy Egeru” Gézy Gárdonyiego o wojnie z Turkami (z przysięgą: „zamku w ręce pogańskie nie oddam”) oraz „Chłopcy z Placu Broni” Ferenca Molnára. Obie powstały ponad sto lat temu i podobnie jak popularna humoreska Karinthyego „Tanár úr kerem”, która dzieje się w szkole, reprezentują anachroniczny dla młodzieży świat – co nie przeszkodziło im zająć kilka lat temu pierwszych miejsc w konkursie na najpopularniejszą węgierską książkę.
Lista nie jest wolna od kontrowersji. Pojawił się na niej popularny w nacjonalistycznych kręgach pisarz Albert Wass, co skrytykowało Stowarzyszenie Nauczycieli Języka Węgierskiego, określając go jako autora „czytadeł”. Równocześnie uderza brak książek Imre Kertésza, jedynego noblisty, którego nacjonaliści atakują za „niewęgierskość”. Z literatury światowej są m.in. Homer, Sofokles, Molier, Stendhal, Dostojewski, Kafka, Dürrenmatt, Orwell, ale nie ma autorów współczesnych.
Nauczyciele krytykują zwłaszcza przeładowanie kanonu, które w pogoni za „trzeba znać” zabija zrozumienie i przeżycie artystyczne. Jednak plan nauczania jest sztywny i mogą tylko przemycać hity w rodzaju „Harry’ego Pottera”. Stowarzyszenie Nauczycieli Języka Węgierskiego często zwraca uwagę na to, że 20 proc. młodych ludzi nie daje sobie rady z czytaniem ani pisaniem, a badania wskazują, że kompetencje czytelnicze zaczęły spadać w tych rocznikach, w których pojawiała się historia literatury odbierająca ochotę do czytania. Jednak przedstawiciel Ministerstwa Zasobów Ludzkich, które odpowiada między innymi za oświatę, oświadczył, że zmiana listy lektur nie znajduje się w planach rządu.
Jerzy Celichowski, dziennikarz, mieszka na Węgrzech, prowadzi bloga jezwegierski.blox.pl
Biały człowiek odkrywa kolory
Amerykańskie lektury walczą o przetrwanie każdego lata. Ich być albo nie być rozgrywa się w opustoszałych w wakacje podstawówkach, gimnazjach i liceach. Wtedy nauczyciele i bibliotekarze poszczególnych placówek oświatowych zbierają się, żeby zdecydować o kanonie lektur na kolejny rok. Rezultaty tych obrad często diametralnie różnią się między stanami, hrabstwami czy poszczególnymi miejscowościami. Swoje rekomendacje publikują również federalny Departament Edukacji i departamenty stanowe.
Niezależnie od postanowień nie będą to obowiązkowe pozycje do przeczytania, lecz jedynie sugestie. Ostatecznie to nauczyciel tworzy listę, biorąc pod uwagę profil klasy – i przynależność etniczną uczniów. Inne lektury proponowane będą zatem klasie w Georgii, gdzie przeważają Afroamerykanie, a inne w dużej mierze latynoskiej młodzieży w Nowym Meksyku. „Moja podstawówka oferowała głównie książki dotyczące historii i kultury Indian Wielkich Prerii – wspomina Jessica Carew Kraft, która chodziła do podstawówki w wiejskiej części Iowy. – To było interesujące, bo pokazano nam temat z perspektywy innej niż ta białego człowieka. Za to w ogóle nie czytaliśmy o amiszach ani o demokratycznej historii mojego stanu”.
Najmniej problemu dostarcza wybór lektur dla podstawówek. Od lat z upodobaniem czyta się Roalda Dahla, a szczególnie jego bajkowego „Charliego i fabrykę czekolady”, „Most do Terabithii” Katherine Paterson (wzruszającą opowieść o dziecięcej przyjaźni i niespodziewanej śmierci), „Domek na prerii” Laury Ingalls Wilder (wspomnienia z dzieciństwa w XIX-wiecznej Ameryce) czy „Lwa, czarownicę i starą szafę” – fantasy C.S. Lewisa.
Pod koniec XIX wieku, kiedy w Stanach powstawał pierwszy kanon, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Szkoły dostały spis książek ustalony na poziomie federalnym przez specjalne grono nauczycieli, w większości księży i pastorów, dlatego lektury odzwierciedlały dominujące doktryny i przekonania moralne.
Niezależnie od epoki na liście trzymają się Szekspir i Geoffrey Chaucer oraz ponadczasowi w przekazie „społeczni” klasycy: Mark Twain (którego jednak próbuje się wyrzucić z kanonu za rasizm, bo na kartach „Przygód Hucka Finna” pada np. określenie „czarnuch”), Charles Dickens, William Faulkner czy John Steinbeck. Na początku tego stulecia dołączyły do nich Jane Austen i Virginia Woolf. Generalnie rośnie reprezentacja autorów żyjących i kobiet. W ostatniej dekadzie najbardziej popularni okazali się zaangażowane Afroamerykanki Toni Morrison i Alice Walker oraz Salman Rushdie.
Krytycy, którzy dwie dekady temu narzekali, że uczniowie muszą przedzierać się przez książki pisane archaicznym językiem i nieprzystające do rzeczywistości, dziś załamują ręce nad białymi plamami w wiedzy uczniów – zorientowanych we współczesności, ale bez znajomości klasyki.
No i naturalnie cały czas Amerykanie dyskutują, komu należy się więcej miejsca: ponadczasowym białym mężczyznom z Europy – Platonowi, Camusowi, Dostojewskiemu, Orwellowi – czy twórcom z różnych obszarów kulturowych. Zgodni są co do jednego: w kwestii lektur nie ma i nie będzie zgody.
Magda Gacyk, dziennikarka, autorka książki „Ścigając Steve’a Jobsa. Historie Polaków w Dolinie Krzemowej”; mieszka w Kalifornii
Dobry Niemiec
Klasa Ilki Stricker właśnie omawia „Fausta”. Gimnazjaliści (to odpowiednik polskiego liceum) jak zwykle podchodzą do pomników niemieckiej literatury niechętnie. Narzekają na archaiczny język, zawiłość i to, że dzieło o średniowiecznym alchemiku, który szukając sensu życia, zawiera pakt z diabłem, słabo przystaje do współczesności. Stricker, która w Versmold, miasteczku w Westfalii, uczy niemieckiego i angielskiego, do takich narzekań przywykła. Tłumaczy, że choć Goethe pisał „Fausta” na przełomie XVIII i XIX wieku, to ludzkość przecież się nie zmienia.
Niemiecki nastolatek, nawet jeśli nie znalazłby w dziełach Goethego nic dla siebie, nie ma od nich ucieczki. „Faust” czy „Ifigenia w Taurydzie” znajdują się na liście lektur.
W porównaniu z Polską czyta się o wiele mniej – w podstawówce zwykle jedną lekturę na rok. A w wyborze polityka nie gra roli. Zresztą gdy opowiadam niemieckim nauczycielom o pomysłach wprowadzenia w polskich szkołach wychowania patriotycznego, łapią się za głowy. Niemcy uczą młodzież, jak być dobrym obywatelem. A książki mają ich skłonić do myślenia, a nie do naśladowania bohaterów.
– W podstawówce mamy wolną rękę. Wybieramy to, co podoba się uczniom. Z reguły coś z literatury młodzieżowej – mówi Stricker. Ostatnio przerabiała „Die Welle” (Falę), amerykańską powieść o szkole, w której uczniowie nie potrafią zrozumieć, jak Hitler mógł zapanować nad Niemcami i zacząć Holocaust, więc w jednej z klas w ramach eksperymentu zostaje wprowadzony totalitarny porządek.
Lista lektur pojawia się dopiero w gimnazjum przygotowującym do matury. Czy raczej lista rekomendacji, bo po doświadczeniach z nazizmem postanowiono, że rząd federalny nie ma prawa mieszać się do oświaty, więc programy szkolne i listy lektur układają poszczególne landy.
Czytam wprowadzenie do listy obowiązującej na terenie Badenii-Wirtembergii: „Nauka powinna obejmować oprócz dzieł ważnych ze względu na zachowanie kulturowej pamięci również więcej literatury współczesnej. Dzięki temu uczniowie zdobędą umiejętności potrzebne do udziału we współczesnym życiu kulturalnym”. Stąd obok Schillera i Heinego Hermann Hesse, Bertolt Brecht, „Lektor” Bernharda Schlinka (historia chłopca, który przechodzi inicjację miłosną z byłą strażniczką z obozu śmierci), książki enerdowskiej pisarki Christy Wolf i gorzkie powieści pochodzącej z komunistycznej Rumunii noblistki Herty Müller. Dalej w podstawie pada zachęta, by do książek podchodzić na najróżniejsze sposoby i pozwolić uczniom na samodzielność.
Jaki klucz zwykle przyjmują nauczyciele? – Rozmawiamy choćby o tym, jak bohater zachowałby się we współczesności – mówi Stricker.
Bartosz T. Wieliński, dziennikarz, reporter, były korespondent „Wyborczej” w Berlinie
Biblia, fikcja literacka
Z francuskich szkół zniknęli Joanna d’Arc, Cezar, kardynał Richelieu i Wolter. Przez ostatni rok 18-osobowa najwyższa komisja programowa (Conseil supérieur des programmes) debatowała, czego powinni się uczyć młodzi Francuzi. Szukano kompromisu między tradycjonalistami, którzy chcieliby więcej „treści narodowych”, i liberałami domagającymi się więcej historii światowej i pisarzy frankofońskich.
– Większość nauczycieli jest lewicowa, ale nie w głowie nam indoktrynacja. Politycy chcieliby mieć na nas większy wpływ, szczególnie na historyków. Ale nawet jeśli zdarzyłby się skrajny prawicowiec lub komunista, to uczniowie podnieśliby larum, a my protestowalibyśmy z nimi. Pamiętam przypadek ucznia, który doprowadził do zwolnienia nauczyciela, bo ten był rasistą – opowiada Fabienne Weil, gimnazjalna nauczycielka francuskiego z ćwierć wieku doświadczenia.
Spory ideowe są w pewnym sensie drugorzędne, bo nauczyciel może czytać z uczniami, co zechce. Ministerialna lista książek to tylko sugestia. Tylko maturzyści mają listę lektur obowiązkowych, na przykład w 2015 r. czytali „Bel Ami” Guy de Maupassanta, „Czerwone i czarne” Stendhala, tragedie Moliera, komedie Corneille’a, poezje Baudelaire’a i Apollinaire’a, a także bajki Perraulta.
A co nauczyciele podsuwają młodszym? – W gimnazjum czytamy zgłębiającego psychologię bohaterów Defoe „Piętaszka” Tourniera, Moliera i jeden romans dworski. Z literatury zagranicznej proponuję „Damę pikową” Puszkina, „Władcę much” Goldinga i „Myszy i ludzi” Steinbecka. Sięgam też do literatury frankofońskiej, np. do poezji Aimé Césaire’a z Martyniki lub Léopolda Senghora z Senegalu.
Od kilku tygodni pracuję z pierwszą klasą nad tematem bohaterstwa. Na początek wybrałam historię świętego Jerzego, który walczy ze smokiem, a skończę na „Władcy pierścieni”. Potem przejdziemy do mitologii, czyli eposu o Gilgameszu, baśni afrykańskich, „Iliady” i „Odysei” oraz fragmentów Biblii i Koranu – opowiada Weil.
Właśnie tak: Biblia to w programie fikcja literacka, tak samo jak mity greckie. Zdarzają się uczniowie, którzy protestują, głównie katolicy albo muzułmanie. – Przypominam im wtedy, że szkoła jest laicka. I mówię, że mogłabym nawet czytać wiersze Jana Pawła II, ale na tej samej zasadzie, co Apollinaire’a, żeby pokazać relatywność i złożoność świata. Ta zasada obowiązuje nas wszystkich: nauczyciel nie mówi w czasie lekcji o swoich przekonaniach. A gdyby ktoś próbował wywierać presję, żeby w szkole czytać takie czy inne lektury, nauczyciele niezależnie od prywatnych poglądów wyszliby na ulice i sparaliżowali miasto.
Anna Pamuła, dziennikarka; mieszka w Paryżu
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21097765,co-czytaja-dzieci-w-szkole-lektury-obowiazkowe-na-swiecie.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Bernard Ładysz i Leokadia Rymkiewicz-Ładysz – „Moja matko ... Książki o (nie)zwykłej codzienności Zagrajmy w Total War Attila #57 Samotni wschodni strażnicy Koniec i początek drogi [odc. 30] - YouTube Bronek Szafirowicz - YouTube

110 książek, które zabiorą Cię do Włoch. W języku polskim

  1. Bernard Ładysz i Leokadia Rymkiewicz-Ładysz – „Moja matko ...
  2. Książki o (nie)zwykłej codzienności
  3. Zagrajmy w Total War Attila #57 Samotni wschodni strażnicy
  4. Koniec i początek drogi [odc. 30] - YouTube
  5. Bronek Szafirowicz - YouTube
  6. Gabriel Maciejewski i Rafał Czerniak rozmawiają o Szymonie Starowolskim: Okraina Królestwa Polskiego

Zagrajmy w Total War Attila jedną z trzech frakcji wikingów, Getami. Na wysokim poziomie trudności. Total War: Attila to rozgrywana w dużej skali strategia, ... Opowiadam o książkach, których autorzy opisują codzienne życie w mieście. 'Pozwól rzece płynąć' Cichy Michał, Wydawnictwo Czarne 'Opowieść mężczyzny który zarabia śpiąc ... Gabriel Maciejewski i Rafał Czerniak rozmawiają o Szymonie Starowolskim, jednym z autorów tekstów zamieszczonym w książce: 'Okraina Królestwa Polskiego. Krach koncepcji Międzymorza. Szymon ... This video is unavailable. Watch Queue Queue. Watch Queue Queue Proponowane playlisty: https://goo.gl/ivUWB3 https://goo.gl/gfyVEO Strona www: http://www.forumhumanummazurkas.pl Mistrzowi Bernardowi Ładyszowi towarzyszy n... Kanał ten jest dla tych co lubią rzeczy normalne i nie szokujące. Preferujemy ciekawostki ze świata i z naszego kraju. Chcemy też mówić o społeczeństwie i o ...